Przejdź do głównej zawartości

Posty

Dookoła brokuły i śmierć

Niedawno byłem na koncercie Hanako , gdy supportowali Cloud Nothings. Wtedy pisałem o nich dobre rzeczy. Nie inaczej jest tym razem, gdy mowa o ich debiutanckim albumie, czyli  powiedz mi, że to przetrwasz .  Skład bywa szumnie nazywany najlepszym post-hardcore'em w Polsce. Przedrostek "post" nigdy nie przestanie mnie zaskakiwać liczbą możliwości, jakie oferuje nawet w obrębie jednego post-"x". W końcu o Cloudsach też się tak mówi, a jednak to zupełnie inna para kaloszy. No nic. Hanako do tej pory miało za sobą epkę. I trochę koncertów. I osobną, lecz w każdym przypadku super interesująca twórczość każdego z członków zespołu. Native Lungs, The Spouds, Zwidy, Evvolves. Warto sprawdzić. Album daje nam dwadzieścia cztery niesamowicie intensywne minuty. Trochę krótko, jak na LONGplay, ale to tylko kwestia nazewnictwa, więc nie będę się przypierdalał. Nie do takiej płyty. To truizm, ale powiedz mi... trzeba słuchać bardzo głośno. To nie nowy Bałtyk...

Outdoor, indoor – kruszymy to

Słońce. No i pięknie. Życie na parkingu eksploruje dobre połączenie pewnych pomysłów z ostatnich kilkunastu miesięcy, ale Młodemu Dzbanowi  daleko do xeroboya. Dlaczego? O tym niżej. Dziś pogadamy o epce opowiadającej kilka historii w stylistyce jak wyrwanej zza garaży. Przypadkowe kliknięcie poleconego linku okazało się strzałem w dziesiątkę. Mniej niż dwadzieścia minut materiału, który pozostawia uśmiech na ustach zarówno dzięki tekstom, jak i beatom. A to w dziewięciu trackach, okraszonych cytatami z Chłopaków z baraków . Zacznijmy od dwóch skojarzeń. Po pierwsze: przy dwóch podkładach byłem pewien, że trafiłem na kolejne blendy DJ-a Wielkiego Huja. Umiejętnie wykorzystane Ella, elle l'a France Gall (w Elle Ella Lela , ścieżce numer cztery) oraz Take On Me A-ha (w Cory i Trevor , numerze siódmym) dają radosny, pozytywny vibe, jaki czułem, słysząc Enola Gay OMD   w białasowych  Radlerach  DJ-a. Aż przypomniało mi się zeszłoroczne spacerowanie ku ma...

Wyprzedzam swoje czasy, jakbym jeździł Deloreanem

Nawet nie wiem, od czego zacząć. Duet  Tumør i ich epka s/t to... ciekawe zjawisko. Trwa nieco ponad kwadrans, ale dzieje się wystarczająco dużo, by obdzielić dwa razy dłuższy materiał. Dlaczego? O tym niżej. Jeśli coś zostaje zapowiedziane jako hip-hop o podłożu noisowo-industrialowym, wchodzącym momentami w techno, można spodziewać się wielu rzeczy. A raczej: różnych sposobów realizacji. Jeśli w którymkolwiek z tych kierunków jestem w jakimś stopniu obeznany, to tylko z h-h, dlatego próbowałem jakoś to sobie wyobrazić.  Ale nie, nie byłem przygotowany. Skondensowana ściana dźwięku i słów. Tak w kilku słowach można streścić epkę Tumøru. Ile rzeczy naraz tu się dzieje! No, dużo. Cieszę się, że pojawiają się takie eksperymentujące projekty, bo ostatnio polska scena zaczęła mnie mimo wszystko trochę nudzić. Dlatego, mimo pewnych (również ciekawych) skojarzeń – o których dalej – od razu zostałem fanem duetu. Zatem: mam skojarzenie normalne, a mam też ra...

Mój głos możesz usłyszeć z daleka

Dawno nie byłem w Pogłosie . Dobrze, że nadarzyła się okazja, a bilet okazał się warty zakupu. Cloud Nothings  i supportujące  Hanako  dostarczyło mi takiej rozrywki, jakiej od dawna potrzebowałem. Przed wami swobodna relacja z dwóch godzin koncertu. Z początku istotna sprawa, czyli shout-out do ziomków z peja  Interwydziałowa cieplarnia muzyczna , z którymi bardzo miło spędziłem popołudnie, a następnie koncert. I ogólnie to bdb strona, polecam każdemu, fajne recki piszą. Teraz druga rzecz, czyli zespoły. Hanako znałem sporo wcześniej, trafiłem bodaj rok czy półtora temu na liście , nawet napisałem o tym tekst. Kojarzyłem, że to dobry hc punk, screamo, posłuchałem wszystkiego, co do tej pory wypuścili. Swoją drogą, to mój ulubiony projekt z udziałem Bibi, tworzącej solo i grającej w Evvolves. Z Cloud Nothings historia jest krótsza (mimo bogatszej dyskografii), bo poznałem ich dopiero niedawno, na fali podsumowań rocznych. Z Mokotowa bardzo miło doje...

Zazdrość ich zżera jak stykają się z tą sztuką

Trochę po czasie, ale w ręce właśnie wpadł mi fizyk tego koncertu. Wiadomo, materiał jest już znany, dlatego o Brodce w ramach MTV Unplugged  porozmawiamy sobie w kontekście wykonań, aranżacji. I jednego coveru . Moja historia z twórczością Brodki ciągnie się od wielu lat. Taak, jestem jednym z fanów z pierwszego naboru, z czasów cudnych popowych płyt sprzed ponad dekady. Od pojawienia się jej drugiej inkarnacji ciężko nie zauważyć lub nie usłyszeć kolejnych wydawnictw. No spoko. To może MTV Unplugged? Kurde, trochę trudna sprawa. Bo niby spoko, lubię Grandę i LAX , ale Clashes nieco mniej. Kojarzy mi się z czymś równie sztucznym, studyjnym i najbardziej zagraniczno-amerykańskim, jak tylko się da. Coś jak, haha, Smolik i Kev Fox (nie wierzę, że porównuję niegdyś ulubioną artystkę do tej miałkiej makiety muzycznej, ale trudno). Brodka jednakże od idolowego początku miała image pyskatej, co z upływem czasu zmieniło się w "odważną" czy "silną" (samo w...

Rozmyty chodzę niewyraźnie po omacku

Potrzebuję trochę oddechu. Nie, to nie biedny studencki wstęp o sesji, tylko raczej o ogólnym zawirowaniu – ostatnio dużo się dzieje. Nie będzie lepszej chwili na posłuchanie Spopielonego   i jego Legend , bo przy czym innym się tak wyciszę? Tak, czasem trzeba odetchnąć. Opus Elefantum Collective w zeszłym roku wydał dużo dobrych rzeczy, co widać po wypuszczanych ostatnio podsumowaniach.  W 2019 wchodzą natomiast z kolejną świeżynką, czyli właśnie  Spopielonym . Do tej pory na Bandcampie i YouTube pojawił się tylko jeden utwór,  легенда о... , ale ja patrzę w przyszłość, dlatego recenzja wchodzi już teraz. Premiera jutro. Krążek zawiera siedem numerów, a trwa około trzydziestu czterech minut. Gatunek w skrócie można nazwać dungeon synthem, autor od siebie dodaje, żeby na początku dopisać jeszcze "hypnagogic". Nie sposób nie przyznać racji, bo dark ambient wylewa się z nagrań wraz z każdą nutą, a całość brzmi niejasno, sennie. Warto zwrócić u...

Miłość to jest taki klub w tym mieście

Zima w rozkwicie. Temperatura ujemna, dopiero co był Blue Monday. Najwidoczniej pozostaniemy w tym kolorze, bo Apex Cordis , czyli debiutancki solowy album Tytusa Duchnowskiego , na pewno nie pozwoli tak łatwo się z niego wyplątać. Poprzedni post dotyczy Furtka. Dobrze, bo to solidny punkt odniesienia. Otóż – Gorzej  słucha się bardzo trudno, bo teksty oscylują wokół naturalistycznej poezji, a muzyka, krótko mówiąc, nie smyra po uszkach. Apex Cordis natomiast jest prostszy i mniej dobitny, a przez to bardziej przystępny. Tutaj też można rozliczyć się z przeszłością, ze starym sobą i z minionymi relacjami, jest jednak wyraźna różnica w emocjach, jakie wywołują obie płyty. Tytus stworzył muzykę, która pasuje do jego serii  niebieskich fotografii . Wyciszoną, stonowaną. Raczej subtelną. Przede wszystkim osobistą. Nie używa wielopiętrowych metafor, nie tworzy połamanych rytmów. Łagodny ambient, który opływa zwykłe, używane codziennie wyrazy ma swój urok. Naturalnie, nie...

Za słodkie dni zawsze płacę słono

To, w jaki sposób rozpocznie się nowy rok, w dużej części zależy od nas samych. Możemy wybrać reedycję Sun Ra, a możemy zrobić sobie poważną krzywdę i wybrać nowego Furtka , czyli płytę Gorzej . No, to szczęśliwego 2019. Wszyscy umrzemy. Nie, spokojnie – to nie tak, że "krzywda" oznacza, że płyta jest zła. Chodzi raczej o to, że już poprzednim wydawnictwem Paweł pokazał, że obcowanie z nim to nie jest spacerek w parku. Słabe słowa , które wyszły jeszcze w 2017 roku, były moim zdaniem albumem wyjątkowo trudnym lirycznie. To najpierw parę słów o tym, dlaczego. Cóż. W paru ostatnich publikowanych na blogu tekstach raz po raz przewijało się zło. Takie, które przychodzi z zewnątrz, albo to obecne w środku; wrodzone oraz takie, którego można się nabawić. Jest jak choroba. A jednak – dzięki temu ohydnemu bodźcowi powstają naprawdę niezwykłe kawałki i płyty, których ciężar ogromnie przytłacza. W tym momencie pojawia się Furtek, czyli człowiek, którego teksty są jak po...

Odleciałem jak młody pilot Pirx

Panowie , czteroosobowy skład, z którego najbardziej mimo wszystko znam występujących  solowo   Adonisa i D A V I C I I-ego , na sam koniec roku uraczyli nas kolejną płytką. Niedawno nadrobiłem ich "Zerwane EP", a z ich pojedynczymi projektami jestem na bieżąco, dlatego teraz czas przyjrzeć się najnowszemu longplayowi – Full Automatik . Obaj wspomniani panowie kojarzą mi się doskonale – są autorami jednych z najlepszych epek tego roku, niezależnie od jego pory. Niezmiennie przyjazne, brzmieniowo, niezmiennie szklane, niezmiennie ostre słowem. Czemu szklane? Bo są niesamowicie gęste, spowalniają wszelkie możliwe ruchy, kojarzą mi się z roztopionym mętnym szkłem. Czemu ostre słowem? Bo, jak niejedno z ostatnimi czasy recenzowanych wydawnictw, nie pierdolą się w tańcu, gdy w tekstach mowa o byciu przegrywem i gdy już można rozróżnić wyrazy. A, tak, to kolejna rzecz z Trzech Szóstek, jestem monotematyczny. Wynika to trochę z braku czasu na eksplor, trochę...

Mijam cię zazwyczaj w drzwiach, chyba patrzysz prosto w ziemię

"Częściej wychodzę z siebie niż ze strefy komfortu" to jeden z najbardziej pomysłowych wersów ubiegłego roku. Od epki s/t zaczęła się moja przygoda ze składem Zwidy , który niedawno wydał pełnowymiarowy album –  Szum .  Tak, znowu wyszło na to, że jestem po czasie. No nic, obowiązki bywają, a Don Kichot sam się nie przeczyta, skoro tym razem trzeba dokładnie gwoli pracy rocznej. Stało się też tak, okropnie pechowo zresztą, że nie poszedłem na premierowy koncert Zwidów na Chłodnej , a który na pewno był doskonały. I że boli mnie gardło po czwartkowym darciu ryja na Mopsie. Wszystko, kurwa, nie tak. Ale to dobrze, bo będzie pasowało do wydźwięku płyty. Na przykład do tego: Podjarałem się, gdy wyszedł singiel Władysławowo , a i odświeżyłem sobie też epkę, więc przypomniało mi się, dlaczego mogłem tak bardzo katować te kilkanaście minut. Otóż, widzicie – można pisać smutne piosenki, można grać emo, można grać indie rock. Ale można robić to w kiepski, tand...

Kiedyś skinheadzi i punki, teraz futbolowe gangi

No dobra, piątek, pobiegane. To teraz rozejrzyjmy się po rzeczach do przesłuchania. O, no tak, przecież mamy zapowiedzianą epkę Escape Control , wydawnictwo self-titled. Sześć numerów, z których część można było poznać wcześniej na YouTubie. Tych gości z Krakowa poznałem akurat na naszym festiwalu licealnym, ale dobre i to – źródło to źródło. Pamiętam, że ich koncert był całkiem spoko, trochę zdarłem sobie gardło, gdy pełen entuzjazmu brałem udział we wspólnym śpiewaniu z publiką. A, bo ścigaliśmy się z koleżanką, kto głośniej zakrzyknie "Escape Control", to dlatego. Wygrałem. Sprawdziłem ich potem na YouTubie, zapisałem, polubiłem na fb i tak dalej. Wygląda na to, że wzajemnie się zapamiętaliśmy, bo parokrotnie widziałem lajki Jaśka Rachwalskiego na peju. No dobrze, ale ad rem. Jak wspomniałem we wstępie, epka liczy sobie sześć numerów. W tym cztery są po angielsku, dwa po polsku, a jeden z tych to zapis live session. Całość zamyka się w dwudziestu pięciu...

Misterium

Coraz wcześniej robi się ciemno. Taka kolej rzeczy, w końcu za chwilę już znów zima. To daje jednak dużo czasu na pewne aktywności – oglądanie filmów na rzutniku, więcej snu, słuchanie SKY . 15 listopada wyszedł jej nowy album, p r e y , i znowu można schować się w cień. O SKY   pisałem już w zeszłym roku w październiku, wtedy wyszła epka  Lullabies . Pamiętam ją dość dobrze, w dodatku mam ten tekst przed oczami. Użyłem wtedy słów:  Dodatkowy smaczek - jak by nie patrzeć, w naszym kraju gra się jednak trochę inaczej, dobrych projektów idących w delikatną, nieklubową elektronikę brak. Czy jest to nowe wspaniałe odkrycie? Nie. Ale swoją rolę spełnia - i to w pełni wystarczy. Jest ciemno, jest sennie, jest zwyczajnie dobrze. No, czyli klasycznie gówno się znałem. Bynajmniej nie chodzi o samą artystkę, a raczej o stan sceny elektronicznej. Cóż, happens. - Do you like our owl? - Is it artificial? - Of course it is. - Must be expensive. -...