W trasę w drodze na Lato z Radiem wziąłem między innymi cztery albumy Melvinsów . Były to: Bullhead, Houdini, Stoner Witch oraz najnowszy – Pinkus Abortion Technician . I o tym ostatnim dzisiaj opowiem, choć minęło już kilka miesięcy od premiery. Płyta wyszła 20 kwietnia. Tak, dlatego tekst na blogu pojawia się pod koniec sierpnia. W owym czasie doszedłem bowiem do wniosku, że nijak się nie znam, więc nie ma co pisać i się wydurniać. Tak się jednak złożyło, że ostatnio ponownie czytam książkę Nirvana: Prawdziwa historia Everetta True, a tam jest o tej sludgowej grupie powiedziane całkiem sporo. Zainspirowany, zdecydowałem przyjrzeć się ich bogatej dyskografii nieco lepiej. I dlatego widzimy się pod naszym ślicznym adresem dopiero teraz. Znajomość wcześniejszego dorobku Melvins jest dość przydatna. Dzięki temu można zrozumieć, jaką sztuką jest przeciąganie jednej nuty w nieskończoność. Można zrozumieć, jak gęsty może być wokal. Ale da się też poczuć ...