Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlam posty z etykietą post-hardcore

Z pozdrowieniami dla pielgrzymów wiecznych

Do nowej płyty Żurawi początkowo podchodziłem z pewną obawą. Do tej pory mieliśmy już split, epkę i album. Byłem też na trzech koncertach, więc wiedziałem, że nie jest to prosta muzyka. Tymczasem chłopaki przy każdej okazji zapewniali, że teraz wszystkiego będzie więcej. A to już rodziło obawy  –  czy nie przegną? Czy nie będzie za dużo? I z takimi (mimowolnymi) znakami zapytania w głowie podszedłem do pierwszego odsłuchu wydanej przez Koty Records  Nowej stoczni . Pierwsze, co rzuca się w oczy, to aż pięć długich numerów na osiem pełnoprawnych tracków składających się na album. Do tego jeden minutowy przerywnik. Trzeba jednak przyznać, że oba single ( Szum i Wody jest niewiele ) zapowiadały powściągnięcie cugli, co sprawiło, że trochę się uspokoiłem. Teraz, po pełnym odsłuchu, niczego się już nie boję. Dobra, to jak ująć to w jednym zdaniu? Ta płyta jest przede wszystkim dokładnie przemyślana. Ale nie można słuchać jej jednym uchem. O koncercie Żurawi na ubiegłoroc...

Kumpela wysyła songi, którymi się jara

Zespół Sztylety i ich płyta Zostaw Po Sobie Dobre Wrażenie to coś, czego potrzebowałem. Dobry, świeży post-hardcore po polsku w ich wykonaniu urzekł mnie już na wydanym rok temu albumie-demie. Ostatecznie jednak nowa płyta zawiera niemal w całości nowy materiał. Jest to trzeci z kolei tekst dla Screenagers. Można go znaleźć pod tym linkiem . Smoq PS. Tytuł stąd .

Jesteś mój narkotyk, lecz raczej ciężki

Zabierałem się do tego tekstu zdecydowanie za długo. Ale – nareszcie! – przed wami parę słów o ubiegłorocznej płycie Jesieni , czyli o albumie Błoto . Po różnych dotychczasowych recenzjach można się spodziewać, że będzie pozytywnie. Toruńskie trio Jesień (Szymon Szwarc – gitara, wokal; Michał Supcziński – bas; Maciej Karmiński – perkusja) ma na swoim koncie trzy epki oraz dwa pełne albumy. Moja znajomość z nimi zaczęła się od pierwszego LP, czyli wydanego w 2016 roku przez label Music Is The Weapon „Jelenia". Muzycznie można ich linkować z liczącymi sobie lata tuzami polskiej muzyki niezależnej, na przykład Ewą Braun, albo obecnymi świetnymi zespołami, na przykład – kto by się tego po mnie spodziewał! – Zwidami.  „Jeleń" był albumem bardzo dobrym, zahaczającym o noise, post-punk i experimental (tagi użyte przez samych muzyków) oraz post-rock czy post-garage (to już moje słowa). Ktoś podrzucił mi skojarzenie z poezją śpiewaną, ale widząc wyżej wymienione etykietki ...

Teraz albo kiedykolwiek

Dziś wraz z The Spouds  i ich płytą Now or Whenever  odpowiemy sobie na pytanie: c o by się stało, gdyby ktoś przepuścił jakościowy polski pop oraz indie rock mid-2000 przez filtr w rodzaju Sonic Youth albo Pixies? No i znowu funduję sobie powrót do przeszłości. Z perkusistą  The Spouds  zetknąłem się na Męskim Graniu w Chorzowie cztery lata temu. Wtedy grał tam zespół The Freuders. Jakoś tak wyszło, że potem Lodi został moim znajomym na fejsie, więc poznałem również muzykę bohaterów dzisiejszego wpisu. Nie powiem, żebym miał jakieś wyraziste wspomnienia, ale lampka w głowie ewidentnie się zapala. Dziś jest ciekawy dzień na tekst o posthardkorowym albumie, bo zacząłem ranek z nowym Cypress Hilem, swoją drogą dobrym, Crazy ląduje na playliście. Wyszedł też nowy singiel Sidneya Polaka... nie, w to może się nie zagłębiajmy.  To tak słowem wstępu. Dwa miesiące temu wyszedł singiel  Outlet Store , a już mniej-więcej miesiąc później –...

Straight as an arrow

W trasę w drodze na Lato z Radiem wziąłem między innymi cztery albumy Melvinsów . Były to: Bullhead, Houdini, Stoner Witch oraz najnowszy – Pinkus Abortion Technician . I o tym ostatnim dzisiaj opowiem, choć minęło już kilka miesięcy od premiery.  Płyta wyszła 20 kwietnia. Tak, dlatego tekst na blogu pojawia się pod koniec sierpnia. W owym czasie doszedłem bowiem do wniosku, że nijak się nie znam, więc nie ma co pisać i się wydurniać. Tak się jednak złożyło, że ostatnio ponownie czytam książkę Nirvana: Prawdziwa historia  Everetta True, a tam jest o tej sludgowej grupie powiedziane całkiem sporo. Zainspirowany, zdecydowałem przyjrzeć się ich bogatej dyskografii nieco lepiej.  I dlatego widzimy się pod naszym ślicznym adresem dopiero teraz. Znajomość wcześniejszego dorobku Melvins jest dość przydatna. Dzięki temu można zrozumieć, jaką sztuką jest przeciąganie jednej nuty w nieskończoność. Można zrozumieć, jak gęsty może być wokal. Ale da się też poczuć ...