Tego właśnie wszyscy potrzebujemy: kolejnej relacji z tegorocznego OFF Festivalu . Będzie miała trzy części, adekwatnie do liczby dni, w których można było pochodzić na koncerty. Przed wami część pierwsza, na temat przyjazdu, chłodnej nocy na polu namiotowym i aż piętnastu występów. Nie byłem na OFFie ze sto lat. Wystarczy powiedzieć, że poprzednim razem jechałem do Mysłowic, a koncerty za bardzo mnie nie interesowały. Miałem jakieś, nie wiem, dziewięć lat? Coś takiego. Aż sprawdziłem repertuar - to był 2009 rok! Czyli lat miałem dziesięć, a grali wtedy m.in. The National czy Spiritualized. To akurat pamiętam. I że Maria Peszek podpisała mi się na koszulce. Grunt, że to było dawno, a w międzyczasie z festiwali zaliczyłem Męskie Granie, Orange Warsaw i Open'era, więc przynajmniej zacząłem ogarniać chodzenie na koncerty w tej formule. Przyjechałem sam, ale znajomków pospotykałem - o tym później. Ileś rzeczy z tegorocznej edycji znałem już wcześniej, dużo z nich dopiero p...