Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlam posty z etykietą wojciech

Białasy medytują primeshit [bez używek omg]

W Synów (o których ostatnim albumie Smoczini swego czasu pisał tu ) wkręciłem się relatywnie niedawno. Wcześniej ludzie próbowali mi wcisnąć w gardło projekt producenta 1988 i rapera Piernikowskiego, więc podchodziłem do niego sceptycznie. Ale posłuchawszy na spokojnie, porządnie się nim zajarałem. I tak wyszło, że panowie grali ostatnio darmowy koncert nad Wisełką. Początkowo plan był taki, że na event uderzamy duetem redakcyjnym. Jednak koleje losu zawiozły Smoka pod Łódź, więc, pod pretekstem spotkania z ziomalem, wybrałem się do Placu Zabaw bez trzonu Odbioru.  Lokal znajduje się na bardziej cywilizowanej części nadwiślańskich bulwarów, koło Mostu Świętokrzyskiego. Korzystając z położenia na najbardziej uczęszczanej warszawskiej pijalni alkoholu, poprzedziliśmy z moim kumplem (pozdro Antoni, jeśli to czytasz) koncert dwoma piwkami i rozmowami o życiu. A gdy minęła już ósma, o której to artyści mieli wejść na scenę, podeszliśmy pod miejscówkę. Organizatorzy n...

Miękkie piersi, twarde narkotyki

Nagle znikąd pojawia się nowa płyta  Taco Hemingwaya , czyli Café Belga . Tym razem nasze zdania były podzielone, więc tekst będzie w formie dialogu, rozmowy, a nie zwykłej recenzji. I to tak samo niespodziewane, jak i samo wydawnictwo. Dwaj piękni i młodzi mężczyźni z Warszawy postanowili odsłuchać nowego Filipa Szcześniaka, znanego raczej jako  Taco Hemingway . Jednemu siadło, drugiemu niezbyt. I teraz rodzi się pytanie - jak o tym napisać, gdy obaj mają swój udział na Odbiorze? Odpowiedź jest dość prosta. Można wejść w polemikę. Można było też upublicznić dwa niezależne od siebie teksty, lecz po bardzo długiej (jakaś minuta) naradzie postanowiliśmy pójść raczej w tę stronę. SMOQ Zacznijmy od tego, że obaj sądzimy, że TACONAFIDE to szajs. Po prostu nijak nie wchodzi, no i na to nie ma rady. Jakkolwiek mi Szprycer czy Wosk  weszły, za to Marmur czy wychwalana Umowa o dzieło już niezbyt. Co do Trójkąta warszawskiego raczej się zgadzamy, że był sztosem li...

Keep talkin', my friend, keep talkin'

Ledwie kilkanaście godzin temu zakończył się ciekawy gig, mianowicie  NO LIMITS  w klubie  Metronom . Skład był głównie raperski, zakładam, że sporą część możecie znać, jeśli kojarzycie młodych chłopaków z warszawskiej sceny. W kolejności występowania:  TomczyTom , PiusX , Eske , MopS i Palewave . Tym razem wypowiemy się obaj. Siadam o godzinie 6:20 naprzeciwko budynków byłej ambasady radzieckiej przy ulicy Sobieskiego w Warszawie. Jest jasno, wczesny ranek, w słuchawkach gra album Idiot Iggyego Popa. Odbyłem dziś całkiem sporo ciekawych dyskusji, tych muzycznych i tych nie do końca. To była długa noc. Nieważne. Metronom  znajduje się w centrum, przy znanej już z  jednego tekstu  ulicy Chłodnej, lecz tym razem pod numerem 35/37. Ma całkiem przyjazny ogródek, w którym jest gdzie usiąść podczas przepinek między koncertami. W budynku znajdziemy salkę na parterze, w niej bar, a na piętrze kolejne pomieszczenie, tym razem ze sceną. Bar...

Cóż za niedobry fastfood

Od dawna spekulowano, że dwóch najgłośniejszych (i zapewne najdroższych) gości polskiej rapgry szykuje kolaborację. I oto mamy: jeden z komercyjnie ważniejszych, jeśli nie najważniejszy album tego roku. Na co jednak cały ten hajp? I czy serio jest on zasadny? Zapraszam na ciut przydługą tyradę o tym, że  nie jest  ani trochę. Zarówno Trójkąt Warszawski Taco Hemingwaya jak i Eklektyka  oraz Ezoteryka Quebonafide to albumy które darzę niemałym sentymentem, jako że są w mojej głowie silnie zespolone z końcówką lat gimnazjalnych. Ówcześnie teksty dwóch panów, z których wspólnym dziełem dziś obcujemy, trafiały w to, co rajcowało szesnastoletniego Wojtaszka - obnoszenie się z drogim nadrukiem na bluzie, wczasy z ziomkami, zakrapiane imprezki i mocno egzaltowane historie o jednorazowych miłostkach. Na szczęście ludzie dorastają. Zaraz idę na studia, a mój stosunek zarówno do życia jak i do muzyki uległ z czasem zmianie. Zmienili się też Filip i Kuba, których nowe wydania ...

Hollywood a sprawa afrykańska

Nie trawię masowo wypluwanych przez Marvela filmów o superbohaterach. Nie trawię też soundtracków "from and inspired by" hollywoodzkich blockbusterów, przepchanych nazwiskami ze świata muzyki popularnej. Jedno i drugie jedzie komerchą na kilometr. Ale jeśli za połączeniem tych dwóch stoi jedno z najważniejszych nazwisk współczesnego rapu, nie można obok tego albumu przejść obojętnie. Średnio lubię rozważania ideologiczne przy okazji rozmów o muzyce, wierzcie w to lub nie. Rozwodzenie się nad słusznością poglądów reprezentowanych przez artystę bez sensu odwraca uwagę od meritum, jakim jest dzieło. Jednak w przypadku wydarzenia politycznego, jakim stała się premiera  Czarnej Pantery , ciężko kwestię światopoglądową przemilczeć. A jeśli dodatkowo ścieżkę dźwiękową do tego filmu stworzył człowiek, który obecnie uchodzić może za najgłośniejszy głos czarnoskórej Ameryki oraz jego koledzy, to pominięcie tej sprawy staje się niemożliwe. Z jednej strony doskonale rozumiem s...

John Cena zapłodnij moją córkę

Który z zapaśników WWE jest grzecznym chłopcem i zawsze po skończonej zabawie odkłada zabawki na miejsce? Któremu w trakcie walki chce się siku, a czyj pęcherz jest nad wyraz wytrzymały? Kto skrycie myśli o całowaniu się ze swoim rywalem i kto ma największego penisa? A przede wszystkim: kto zostanie gwiazdą gali tego wieczoru? Hot Dad na te i wiele innych pytań odpowiada na swoim albumie Wrestle. Od tygodnia to jedyna rzecz, którą usłyszycie z moich słuchawek. Serio. Jestem zauroczony, zainspirowany i mam lekką erekcję. Nie umiem do końca opisać czemu. Chyba chodzi przede wszystkim o to, że twór Gorącego Tatuśka jest równie durny, co jego pseudonim. I to durny w tak cudowny sposób, że słuchanie go bez permanentnego banana na ryju jest niemożliwe. Wrestle by Hot Dad Z niemałym wstydem przyznaję, że w wieku dwunastu lat jaraliśmy się z kumplami amerykańskim wrestlingiem. Drugi w tym roku album amerykańskiego muzyka to dwadzieścia pięć nieprzekraczających dwóch minut zapow...

Marzenia z ośki

Dziesięć lat temu zburzono osiedle, na którym wychował się Open Mike Eagle , raper tworzący, jak to określa, "art-rap". Przy okazji tej rocznicy, muzyk postanowił oddać hołd obróconym w gruz wspomnieniom z młodości, dzieląc się nimi i wynikającymi z nich refleksjami na temat życia na blokowisku. Oceniając większość współczesnych muzycznych wydań, szczególnie hip-hopowych, patrzymy nie tylko na sam produkt i doświadczenia słuchowe z niego płynące, ale też na postać jego twórcy. Dzieło oceniamy przez jej pryzmat, przez to, co dotychczas od artysty słyszeliśmy. Czy jest konsekwentny w tym, co nam mówi. W przypadku Mike'a bez bicia przyznaję, że, odsłuchując album, ani nie wiedziałem nic o nim, ani też z żadnym z jego poprzednich projektów nie miałem styczności. Ma to jednak swoje plusy, bo daje pole do świeżego, niczym nieukierunkowanego spojrzenia na sam twór. A ten już za pierwszym razem mnie urzekł. Plus - dzięki samemu przesłuchaniu jego nowego wydania, dostałem...

Dźwięki Moskwy Cz.3

Pora odziać się w neonowy ortalion i ruszyć tam, gdzie moskiewska młodzież w latach dziewięćdziesiątych uciekała od kryzysu, czyli w dziki tan, przy astronomicznym BPM i basach. A potem trochę jazzu i bluesa. Ale nie bójcie się, nie musicie zdejmować szelestów, bo daleko im do salonowych. Zapraszam na trzecią, ostatnią część zestawienia świeżych rzeczy ze wschodniej sceny, które mogliśmy usłyszeć na Moscow Music Week . Najpierw jednak udamy się na północny zachód od rosyjskiej stolicy i opuścimy granice Federacji. Pierwszym przystankiem będzie Finlandia. Stamtąd bardzo polecam rapera Haamu . Może nic niezwykłego, ale mam słabość do zagranicznego, nieanglojęzycznego hip-hopu (nierozumienie tekstów może mieć spory udział). A muzyk jest całkiem utalentowany, co, wraz z czerpiącymi z funku i jazzu beatami (choć ostatnio w trapy również się bawi), daje sporo radości z słuchania. Zostajemy w nordyckim hip-hopie, ale zmieniamy kraj. Nie sądziłem, że da się w rapie oddać kl...

Dźwięki Moskwy cz.2

W drugiej części przeglądu rosyjskiego undergroundu i innych ciekawych artystów, którzy wystąpili na tegorocznym  Moscow Music Week ,   trochę post-punka, muzyki eksperymentalnej i jeszcze chwila powrotu do przeszłości. A także parę słów o zamiłowaniu Rosjan do pewnego miasteczka w stanie Waszyngton. Rockowy line-up tego showcase festiwalu, jak się przekonaliśmy, choć treściwy, raczej nie był zbyt porywający i nieco brakowało w nim świeżości. Nie wymieniłem jednak, za co pluję sobie w brodę, jednej z jego perełek, a mianowicie psych-rockowego zespołu z Białorusi, Yuppies Indeed . I choć kraj reżimu Łukaszenki i ziemniaków może nie wydawać się stolicą ciekawej muzyki, to ta grupa całkowicie burzy to przeświadczenie. Z muzyką Yuppies cofamy się do Ameryki przełomu lat 60. i 70., a dopracowanie i jakość wykonania sprawia, że zastanawiamy się, czy, gdyby urodzili się w innym kraju i w innych czasach, Białorusini mogliby stanąć wśród klasyków tego gatunku.  S...