Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlam posty z etykietą Club

Nie słyszę, bo gra muzyka

  6 listopada ukazała się epka Avtomata , która jednocześnie zainaugurowała działalność wydawnictwa Tańce . Nowość, czyli Gusła (Human Rites) , nie mogła lepiej trafić w gusta słuchaczy z jednej strony zaangażowanych politycznie, a z drugiej: spragnionych imprez. Połączenie tych dwóch impulsów jest zresztą nieodłącznym elementem ostatnich protestów. Zdaje się, że nie można wybrać dziwniejszego momentu na otworzenie labelu z muzyką taneczną niż środek pandemii. Niby wtedy, gdy Gusła się ukazały, nie było jeszcze narodowej kwarantanny i sylwestrowej godziny policyjnej, ale chyba niestety nikt się nie łudził, że jeszcze tylko chwila i wrócimy do klubów. Zresztą, cały sektor kulturalny tak ostro dostał po tyłku, zbiórka goni zbiórkę, że zobaczymy, czy ostatecznie tak naprawdę będzie do czego wracać. Liczę na to. Ze swojej uprzywilejowanej studenckiej pozycji mogę co najwyżej pisać i mówić o co ciekawszych wydawnictwach. A Gusła zdecydowanie takim są. W środowisku klubowym nie brak...

Twoi koledzy czekają na pasach

Dziś o popsutych pozytywkach, czyli nowym albumie Julka Płoskiego, noszącym tytuł “śpie”. Tekst pierwotnie ukazał się na fanpejdżu Tygodnika Muzycznego, audycji nadawanej w Radiu Aktywnym Politechniki Warszawskiej. Jeśli nie kojarzycie, czym ostatnimi czasy zajmuje się Julian Płoski (julek ploski Premium), to służę przypomnieniem: współprowadzony z Natalią Szczepańską (Natalie Schchepanskye Erotic Pleasure) 𝓰𝓵𝓪𝓶𝓸𝓾𝓻.𝓁𝒶𝒷𝑒𝓁 rozwija się od maja, mając na swoim koncie składankę various artists, split Płoskiego z Faxadą oraz po jednym longplayu duetu TSVEY i DJa NABUCHODONOZORA. W ostatni piątek ukazała się też nowa płyta Akwizgrama. Julek swój album wydał jednak gdzie indziej, w działającym od trzech lat czeskim labelu Gin&Platonic. “śpie” brzmi jak koszmar osoby, która jeszcze się nie obudziła, ale już słyszy dźwięk budzika. Ewentualnie: zasypia, a gdzieś za ścianą gra rozstrojona pozytywka, przebijając się do podświadomości. Trzeszczące, przesterowane i pocięte...

Gdy nie ma dzieci w domu

Dzień Dziecka, rok 2018. W VooDoo Clubie zagrało pięć młodych zespołów, po kumpelsku i bez spiny. Frekwencja dopisała, obsuwy były do przeżycia, muzyka zdała egzamin. Wystąpili TouRREttE , Red Cape Wolf , Club , My Own Wasteland i MopS . Pewnego majowego poranka dowiedziałem się, że kumpel zamierza zorganizować takie wydarzenie. Coś tam, zapraszamy znajome zespoły, coś tam, wpadną ziomki. W sumie wszystko miał już dogadane, trzeba było tylko porozgłaszać wśród ludzi i czekać na Dzień Dziecka. Tak też się stało. W dodatku zostałem bramkarzem. Zaczęło się trochę po czasie ze względów organizacyjnych. Na pierwszym koncercie, czyli Tourrette , było już trochę widowni, ale większość miała dopiero nadejść. Zagrali w standardowym składzie: bas, gitara, perkusja, wokal; ich stylistyka jest, w skrócie, rapcorowa. Mnie nie do końca przekonują, choć wydaje mi się, że to głównie sprawą wokalu, którego po prostu nie trawię, w przeciwieństwie do instrumentalu, ale za to do spółki z teks...