"Częściej wychodzę z siebie niż ze strefy komfortu" to jeden z najbardziej pomysłowych wersów ubiegłego roku. Od epki s/t zaczęła się moja przygoda ze składem Zwidy , który niedawno wydał pełnowymiarowy album – Szum . Tak, znowu wyszło na to, że jestem po czasie. No nic, obowiązki bywają, a Don Kichot sam się nie przeczyta, skoro tym razem trzeba dokładnie gwoli pracy rocznej. Stało się też tak, okropnie pechowo zresztą, że nie poszedłem na premierowy koncert Zwidów na Chłodnej , a który na pewno był doskonały. I że boli mnie gardło po czwartkowym darciu ryja na Mopsie. Wszystko, kurwa, nie tak. Ale to dobrze, bo będzie pasowało do wydźwięku płyty. Na przykład do tego: Podjarałem się, gdy wyszedł singiel Władysławowo , a i odświeżyłem sobie też epkę, więc przypomniało mi się, dlaczego mogłem tak bardzo katować te kilkanaście minut. Otóż, widzicie – można pisać smutne piosenki, można grać emo, można grać indie rock. Ale można robić to w kiepski, tand...