Przejdź do głównej zawartości

Posty

Twoi koledzy czekają na pasach

Dziś o popsutych pozytywkach, czyli nowym albumie Julka Płoskiego, noszącym tytuł “śpie”. Tekst pierwotnie ukazał się na fanpejdżu Tygodnika Muzycznego, audycji nadawanej w Radiu Aktywnym Politechniki Warszawskiej.
Jeśli nie kojarzycie, czym ostatnimi czasy zajmuje się Julian Płoski (julek ploski Premium), to służę przypomnieniem: współprowadzony z Natalią Szczepańską (Natalie Schchepanskye Erotic Pleasure) 𝓰𝓵𝓪𝓶𝓸𝓾𝓻.𝓁𝒶𝒷𝑒𝓁 rozwija się od maja, mając na swoim koncie składankę various artists, split Płoskiego z Faxadą oraz po jednym longplayu duetu TSVEY i DJa NABUCHODONOZORA. W ostatni piątek ukazała się też nowa płyta Akwizgrama. Julek swój album wydał jednak gdzie indziej, w działającym od trzech lat czeskim labelu Gin&Platonic.
“śpie” brzmi jak koszmar osoby, która jeszcze się nie obudziła, ale już słyszy dźwięk budzika. Ewentualnie: zasypia, a gdzieś za ścianą gra rozstrojona pozytywka, przebijając się do podświadomości. Trzeszczące, przesterowane i pocięte dźwięki zd…
Najnowsze posty

Słucham nocą starych płyt

Nie mogę się zdecydować, czyli słów kilka o wydanym we wrześniu albumie FIBSAnny Meredith. Tekst pierwotnie ukazał się na fanpeju Tygodnika Muzycznego Radia Aktywnego. Co jakiś czas będę tu takie teksty wrzucał, więc proszę się nie dziwić.
To już trzecia solowa płyta tej brytyjskiej artystki na przestrzeni ostatnich czterech lat. Tym razem dostajemy czterdzieści cztery minuty neurotycznego miksu skaczącego między muzyką elektroniczną różnego typu, neoklasyczną, a nawet rockową. Czasem można odnieść wrażenie, że na playlistę przez przypadek wdarł się utwór zupełnie niepowiązany z "FIBS". Nic bardziej mylnego. Chociaż, jeśli mam być szczery, nie do końca rozumiem te wstawki – na przykład do teraz nie wiem, jak utwór "Limpet" ma się do reszty albumu. 

Elektronika jest tu bardzo rozedrgana, wędruje po gęstych synthach (momentami wręcz po synth popie!), disco wyjętym z lat 80., skocznym electropunku, wyciszonym ambiencie czy poszatkowanym footworku. Dynamika jedenastu k…

Fury, knajpy, dyskretny chłód

Myślę, że ciężko było nie dostrzec, że szesnastego listopada odbył się Opus Elefantum Showcase. To skoro się odbył, to pora na relację z tych sześciu koncertów. Rzecz działa się na Chłodnej 25, a wystąpili Bałtyk, Virgo Mortis, Królówczana Smuga, ku_tzu, spopielony i Janusz Jurga.
Zdaje się, że tła nie brakuje, więc – choć ono ładnie by nabiło liczbę znaków w poście, ponoć niektórym na tym wyznaczniku zależy – pominę szerszy opis. Słowem: Opus Elefantum Collective wydało bardzo wartościową składankę, a wraz z nią zadział się koncertowy przegląd artystów w postaci sześciu występów. Więcej info o albumie tutaj
Opus Elefantum Compilation I: Nature & Cosmos by Opus Elefantum

Na tylu koncertach w CH25 jednego wieczoru jeszcze nie byłem, ale zawsze musi być ten pierwszy raz. Po Tygodniku Muzycznym i szybkim kebsie wybrałem się zatem na ulicę Chłodną 25, by w doborowym towarzystwie (np. CieplarniaWytwórca nadmiernego smutkuSmells like toxic) spędzić cały wieczór. 
Zaczął Bałtyk. Cał…

Bezlitosna fanfaro, czarodziejska sztalugo

Nadszedł dzień premiery Opus Elefantum Compilation: Nature & Cosmos jako całości. Przez ostatnie dni na YT labelu po kolei ukazywały się wszystkie utwory – w sumie jest ich dwanaście. Zaprezentowali się wszyscy dotychczasowy podopieczni, a nawet nieco więcej. Wyszła z tego godzina i czternaście minut.
Opus Elefantum Collective działa od dwóch lat, choć pierwsze nagrania, które można wrzucić do worka z ich dorobkiem, pochodzą z 2014 roku. W międzyczasie nieźle się rozwinęli, a grono podopiecznych się poszerzyło. Pamiętam ich post z początku roku, gdy pisali, że zamierzają zmienić strategię promocyjną i wydawniczą. Patrzyłem z zainteresowaniem, ciekaw, co z tego wyjdzie. No i w sumie wyszło.

Na przestrzeni ostatnich miesięcy ukazało dziewięć pełnoprawnych solowych albumów, a teraz przyszedł czas na kompilacje wraz z poszerzeniem. Przed wami Nature & Cosmos, czyli tematyczna składanka zawierająca utwory, których nie ma nigdzie indziej.

Opus Elefantum Compilation I: Nature & Co…

Może nad morze

W zeszłym tygodniu pogadałem z Bałtykiem na temat jego twórczości oraz działalności w ramach Opus Elefantum Collective. Rozmowa odbyła się na antenie Radia Aktywnego w ramach promocji Opus Elefantum Showcase, któremu Odbiór również z osobna patronuje. 
Posłuchać można tutaj lub z playera zamieszczonego poniżej.

Za duży mróz na mandaty

Kolejna wizyta na Chłodnej, kolejny wieczór w studio. Tym razem dzięki uprzejmości Unicorn Booking wybrałem się na Flying Moon In Space oraz Ode Sapac, więc pierwszy raz od dawien dawna stukot pukot trans piguły. Zapraszam do tripa.
Decyzja była dość spontaniczna. Zacznijmy może od tego, że regularnie dostaję maile od Unicorn (znanej muzycznie jako SKY) na temat organizowanych przez nią wydarzeń. Dzięki temu widzę, że mimo krótkiej działalności wyszło ich już całkiem sporo, a zbliżają się następne. No i gdy okazało się, że czwartkowy wieczór mam jednak wolny, postanowiłem wpaść - i faktycznie wpadłem do CH25.
Grały dwa składy. Pierwszy, czyli warszawskie trio Ode Sapac, składające się z Michała Olczaka, Kuby Grzybowskiego i Kuby Korzeniowskiego. W kwestii tego ostatniego na Odbiorze powinny się kojarzyć Zwidy i Tentent, więc była to już trzecia zupełnie inna okazja, by popatrzeć gdy gra. Co to dużo mówić - improwizacjny set na saksofon na zmianę z klarnetem, gitarę i perkusję, wszystk…

No i wzium no i cześć

W tym tygodniu przeprowadziłem wywiad z Maciejem Jurgą, czyli członkiem-założycielem Opus Elefantum Collective. Na antenie Radia Aktywnego porozmawialiśmy o zbliżającym się koncercie Opus Elefantum Showcase, o składance "Nature & Cosmos" oraz o muzyce samego Macieja.
Wywiad zajął trzynaście minut, można go posłuchać na stronie radia lub na Mixcloudzie. Z racji, że i Radio Aktywne, i Odbiór patronują nadchodzącemu showcase'owi, tym milej było mi pogadać :~~) 

Nie zobaczę przyjaciół przez następny rok

Nie regulujcie odbiorników, to prawdziwy Piernikowski. Tym razem ponownie solowo, z albumem The best of moje getto, zapowiadanym już od dłuższego czasu. Czy przebił No Fun sprzed dwóch lat? A może jest gorszy i u Roberta słychać zmęczenie stylem? O tym można się przekonać poniżej.
Siedzę w sklepie, wspominam stare czasy. Za chwilę zamykam, a tu wchodzą jakieś dwa białasy. Jeden wyższy, drugi trochę niższy. Bluzy, kaptury – białasy bez kasy. A nie, to nie tym razem, teraz jednak Piernik solo. Przyznam jednak już na początku, że The best of moje getto najbardziej urozmaicają goście, a nie sam gospodarz. Myślę, że trudno wyjść ponad poezję chodnikową w jednym i konkretnym stylu, odgrzewanym co parę miesięcy w ramach Synów albo solowego formatu.
I tak oto bardzo pozytywnie otwieram tekst.

Zacznijmy od tego, że kocham singiel Dobre duchy. Nie jestem przekonany, czy to kwestia samego Piernikowskiego, bo on robi tu co najwyżej dobry grunt pod Kachę Kowalczyk. Nie wiem, czy to nie moja ulubion…

Nie mogę zasnąć, brak snu stał się rutyną

Nowy album Nicka Cave'a& TheBad Seeds mnie zaskoczył. Nie spodziewałem się go, nie śledziłem tej zapowiedzi w ostatnich miesiącach. Zatem gdy ukazał się Ghosteen, nie dojrzałem nawet na miniaturkach okładki, że to właśnie ten wykonawca. Ale już wiem, dlatego zapraszam do tekstu.
Trzy lata po okrutnie ciężkiej płycie Skeleton Tree nie byłem do końca pewien, czy chcę usłyszeć nowości od Nicka Cave'a. Pamiętam, że odsłuchanie jej było mocnym przeżyciem, bo wyzierała z niej rozpacz po śmierci syna artysty. Udało mi się tego dokonać dosłownie raz czy dwa i już więcej nie sięgnąłem po ani jeden utwór, nie licząc słuchania ich na koncercie już niemal dwa lata temu. Było to po prostu zbyt wymagające emocjonalnie.
Ghosteen mimo wszystko przyjmuje się łatwiej, jakkolwiek źle to nie brzmi w tym kontekście.

Jeśli poprzednio Nick rozpadał się na kawałki, wręcz rozdzierał, tworząc potwornie gęstą, składającą się z tragedii atmosferę, to tym razem jest bliżej apatii. Nie ma już siły na n…

Wszyscy jakby źle wykadrowani

Urodziłem się w Łodzi, nie w Nowym Jorku, moje miasto to syf. W związku z tym dyskografię Cool Kids of Death mam w małym palcu, choć nigdy nie zainteresowałem się szczegółową historią grupy, więc gdy pojawiła się książka na ich temat, czyli "Nie będzie żadnej rewolucji" Kazimierza Rajnerowicza, nie mogłem jej ominąć. Długa nie jest, więc szybko poszło.
Fun fact, ale kiedyś gdy byłem w przedszkolu moi rodzice zostali wezwani do wychowawczyni, bo śpiewałem m.in. refren Butelek z benzyną i kamieni. No, to było dość dawno, ale anegdota nadal żyje w serduszku. Dość długo uważałem, że pierwsza płyta CKOD wystarcza mi do życia, jeśli chodzi o ich repertuar. W pewnym momencie wyszło jeszcze Afterparty, ale w sumie to by było na tyle. Nie do końca pamiętam, kiedy postanowiłem poznać pozostałe płyty – jakoś w gimnazjum? Możliwe. Jestem też jednym z tych wyrodnych fanów, którzy nie uznają za bardzo Planu ewakuacji, ale muszę przyznać, że uczciwie próbowałem (i to parokrotnie) i za każd…

Jeden chciałby ciszy, drugi pląsów, a on lubi wrzask

Wreszcie udało mi się wpaść do Wrocławia i odwiedzić D. K. Luksus i ziomków z Cieplarni. Okazja była wyjątkowa, bo jeden wieczór obfitował w trzy warte zobaczenia koncerty – Vermona Kids, daysdaysdays oraz Zwidy. I "wieczór" przeciągnął się trochę do rana, ale tak czasem bywa.
Zacznijmy od tego, że weekend rozpoczął się w piątek wraz z koncertem Cudowne Lata | WaluśKraksaKryzys w ADA Puławska w Warszawie, z którego relację można przeczytać na peju. Tymczasem już następnego dnia przed południem byłem w drodze do Wrocławia.

Po pierwsze: było tam cholernie ciepło.


Po drugie: pozdrawiam ziomka i jego dziewczynę niewidzianych od kilku lat, z którymi się zupełnie nieplanowanie spotkałem, jak i kuzynkę (no, mniej więcej), która zadbała o to, żebym nie zaginął w obcym mi mieście.

Po trzecie: D. K. Luksus, który był całkiem niedaleko Wyspy Słodowej. Wiem, że panowie z Interwydziałowej Cieplarni Muzycznej bookują tam koncerty już od dłuższego czasu, ale mi to miejsce było całkiem obce…

My w dresach i na ławkach, tam od zawsze wbite w garniak

𝑔𝓁𝒶𝓂𝑜𝓊𝓇 label ponownie raczy nas perełkami. Duet Tsvey wydał u nich album zatytułowany po prostu O. To druga pełnoprawna płyta, w międzyczasie wyszedł też bootleg z Ostravy. Każde z wydawnictw zostało wydane przez inny label (odpowiednio: BDTA, Trzy Szóstki i 𝑔𝓁𝒶𝓂𝑜𝓊𝓇), każde jest więc odpowiednio inne.

Tym razem rave towarzyszy nam od samego początku, już od kawałka Walcu. Na przestrzeni całej płyty czuję też klimaty 8-bitowe, kojarzące mi się trochę z tym, co robi 910doom. O ile jednak on otwarcie tworzy na gameboyu, tak tutaj mamy do czynienia z wyjadaczami, którzy czerpią inspiracje z Afryki, w związku z tym w pewnym stopniu ze zdobywającego popularność nurtu singeli.

Moje podejście do rejwowego techno jest jednak niezmienne: nie do końca chce mi się myśleć o wpływach, rozkładać tę muzykę na czynniki pierwsze. Wolę wyłączyć mózg, pobujać głową, resztą ciała może też. Całkiem niedawno uczestniczyłem w imprezie zorganizowanej w murach XVIII-wiecznej twierdzy w Czechach.…