Miałem napisać o nowej Bibi, przepraszam, o Deadly Firend , gdy tylko wyszedł album. To już dwa tygodnie od premiery, więc miałem czas na posłuchanie Safeword . O czym tym razem posłuchamy? Upraszczając: o trudnych przemianach. I o sobie. Nie tak dawno pisałem tu o Hanako i albumie powiedz mi, że to przetrwasz . Jeśli ktoś nie wie lub nie pamięta – zdarza się – to Bibi jest tam wokalistką. Jak na hc punk / noise rock / screamo przystało, jej wokal jest ostry, a śpiewane i skandowane teksty dosadne. Najwięcej było o sytuacji społeczno-politycznej, a więc czymś w pewien sposób uniwersalnym dla każdego z nas. Zdania były nieco podzielone, czytałem gdzieś, że brzmi to jak rozwydrzone, roszczeniowe dziecko, ale po zalinkowanej wyżej recenzji łatwo wywnioskować, że uważam to zdanie za totalną bzdurę. Teraz Bibi powróciła z solową płytą, nagraną jako Deadly Firend. Po pierwsze: inny klimat. W tagach na Bandcampie znajduje się tylko pojemne określenie ...