Przejdź do głównej zawartości

Mama, tata, brat, chłopcy i dziewczyny


Zofia Justyńska i jej zespół byli wczoraj wspaniali! Od scenografii przez światła do tego, jak wyglądali i jak się ruszali. Chmury, początek marca i w dużej mierze premierowy, a nawet niepublikowany wcześniej materiał zapowiadający jej debiutancki album. Ten, wedle zapowiedzi, ma się ukazać jeszcze w tym roku.

Jedno trzeba zaznaczyć na starcie: piosenki, które do tej pory mogliśmy usłyszeć w wersjach studyjnych, mocno różnią się od aranżacji koncertowych. Pewną sugestią jest wydana niedawno epka na żywo, zawierająca też przedpremierowy utwór Serotonina, nagrana ze składem między innymi na saksofon, altówkę, no i oczywiście sekcję rytmiczną. Tyle że osobowo nastąpiły roszady, więc teraz brzmią jeszcze trochę inaczej.

Live to zabawa, live to elementy improwizacji, live to radość widoczna na ich twarzach. I ktoś obeznany ze sceną niezależną czy jazzową powie - no i co? Otóż to, że niezalowe zespoły rzadko czerpią z takim smakiem z tzw. "dobrej polskiej piosenki" - tu odległym skojarzeniem byłaby Renata Przemyk, z lekka może Osiecka? Ale okej, możemy tu szukać też Lorde i cytatu z Marii Peszek, a przede wszystkim jednak nie trzeba niczego znajdować, wystarczy posłuchać samej Zofii, bo to jej autorski styl. A jest to art pop, indie rock, synth pop, trochę poezja śpiewana.


W prezencji, strzelaniu oczami na boki i wczutych ruchach z pewnością pomaga jej aktorskie doświadczenie, czyli studia oraz kilka drobnych ról na małym ekranie i w paru teledyskach. Widać, gdy ktoś na scenie czuje się komfortowo, wie jak zaczarować publiczność. Cały live band też roznosi energia, każda gitarowa czy saksofonowa plama, akcenty na perkusji, swobodna wymiana klawiszy i altówki – to wszystko ma duży muzyczny sens. Tym przyjemniej patrzy się też na znanych mi już Huberta aka Drowsy Fawna albo na Kubę z Susów krakusów. Albo słyszy, że poaranżował też trochę Wuja HZG.


A gdyby było mało, to na IG widziałem, że w salce prób jakiś czas temu spotkały się Clayknot, Irys, villaz, Basia z shamy, Karolina Prasał i nasza dzisiejsza bohaterka. Nie mam pojęcia, czy to coś zwiastuje, czy prędzej czy później wyjdzie im z tego jakaś współpraca, ale byłoby to bardzo dobre i naturalne połączenie.

Podobno płyta we wrześniu, tak przynajmniej padło ze sceny. Czekam!

Smoq
PS. Tytuł stąd.

Komentarze

Najczęściej czytane

Porządek publiczny to przecież wasza sprawa

Nie brakowało okazji, by usłyszeć o Fontaines D.C. . Dubliński skład wydał właśnie swój pierwszy longplay, poprzedzony kilkoma singlami. W zeszłym roku zagrali na katowickim Off Festivalu, oprócz tego dopisuje się ich do brexticore'u. Dziś słuchamy albumu Dogrel . Dobra, ale czym właściwie jest ten cały brexitcore? Nietrudno się domyślić po nazwie: to muzyka powstała na fali komentarzy na temat Brexitu oraz całej sytuacji społeczno-politycznej, która do niego doprowadziła. Bywa, że hasło "muzyka zaangażowana" zdaje się być naiwne, dziś rzadko kiedy się ona zdarza, a jeśli nawet – raczej bywa wyśmiewana. Przynajmniej w sytuacji naszego nadwiślańskiego kraju – gdy VooVoo lub inne trójkacore chce mi w 2019 roku przekazać cokolwiek o buncie czy obywatelskim nieposłuszeństwie, ogarnia mnie pusty śmiech. Niech wypierdalają z tymi swoimi miękkimi fotelami, w których siedzą. Sam też siedzę w ciepłym i wygodnym pokoju, ale w swoim buncie mam jeden przywilej, którego im już...

Każdy chciał mi coś doradzać, ale ja mam swój pomysł

  Cudne były wczoraj The Last Dinner Party . Widziałem je mniej więcej półtora roku temu, choć akurat nie na Inside Seaside, a za granicą, i już wtedy ich charyzma, prezencja sceniczna i radość mi się udzieliły. Tym razem jednak miały już na koncie dwie płyty, a przede wszystkim czas na pełny set, dziewiętnaście numerów, odpowiednio 11 z nowego krążka i 8 z poprzedniego. Dwie godziny grania – i to najuczciwszego z możliwych, na wiele głosów i szereg instrumentów (w tym mandolinę i keytar). Może tylko setlistę można było ułożyć nieco inaczej, żeby nie zmieniać co chwilę gitar. Ta czasówka nie wzięła się znikąd, bo Abigal jest MEGA gadatliwa, kontakt z publicznością należał do tych maksymalnie serdecznych. Na scenie pojawiły się dwie polskie fanki, które zatańczyły do This Is The Killer Speaking , w którym zresztą raz przed refrenem zamiast "good morning" padło "dzień dobry". Pojawił się transparent "welcome back queen Jadwiga" odczytany ze sceny ze zdziwien...

Would you fight for my love?

Trasa promująca średni Boarding House Reach   trwa w najlepsze. Poszedłem na jej warszawski odcinek, żeby sprawdzić, czy na żywo będzie lepiej niż w studio. Czy było, czy się nie zawiodłem? O tym poniżej. Tym razem mamy mały problem. Jacka White'a uwielbiam, odkąd pamiętam, a pierwsze wspomnienie z nim to Elephant  White Stripes, czyli rok 2004. Gdy kilka lat później duet się rozpadł, słuchałem i The Raconteurs, i The Dead Weather, ale nie zapałałem specjalną miłością. Solowy album Blunderbass  dał nadzieję na pewną nową jakość. Następne Lazaretto ją rozwinęło. W tym roku wyszła jednak płyta Boarding House Reach , której bliżej raczej do Boring House Reach .  Lubię, gdy artyści eksperymentują. To jednak też trzeba robić dobrze, a nie nawalić glitchowania i zmian rytmu, przeplatając je totalnie już ogranymi, znanymi chwytami. I jeszcze to pieprzone rapowanie. Było mi przykro, ale w marcu musiałem wystawić jedną z najniższych w niedługiej histori...