Powiem wam, że zespoły zespołami, ale ja naprawdę uwielbiam Fontaines D.C.
Odkąd usłyszałem ich surowe demówki jeszcze przed Dogrel aż do chwilowych wątpliwości w kwestii upopowienia brzmienia – jest to po prostu kawał grania z sugestywnymi tekstami. Pomaga im też świadomość ograniczeń wokalnych, mimo że ewidentnie jest coraz lepiej, to studyjnie nie ma tu żadnego wstydliwego momentu. Cały czas za to żałuję, że nie wybrałem się do cholernego Pogłosu na ich koncert na względnym początku kariery.
I tak słucham sobie punkowego w duchu Big czy Too Real, stadionówek w rodzaju Bloomsday czy In The Modern World, potem dość łagodnych pioseneczek jak Jackie Down The Line albo Favourite i każda z takich szufladek zostaje szybko przełamana, na Dogrel też są uśmiechy w stronę przebojów, na Skinty Fia grube klamry w postaci In ár gCroithe go deo i Nabokova, a na Romance chociażby potężny Death Kink. Z A Hero's Death muszę się w końcu przeprosić, bo to dobry album, ale cały czas mam lekki problem z wymienieniem go jednym tchem obok pozostałych.
To oni zainspirowali mnie, żeby poczytać więcej o najnowszej historii Irlandii, w której oczywiście nadal nie jestem żadnym ekspertem, ale przynajmniej rozumiem już I Love You, który pierwszy raz od stu lat sprawił, że popłakałem się na koncercie. I teraz też na bieżąco sprawdzam tamtejszą scenę. Ale przede wszystkim bardzo, bardzo, ale to bardzo często wracam do ich muzyki i ciągle czuję te same emocje.
Swoją drogą co jakiś czas zazdroszczę Adamowi sprzed 7 lat entuzjazmu i chęci do pisania tego rodzaju tekstów: Porządek publiczny to przecież wasza sprawa.
Inb4 tak, stary najebany w piątek wieczorem (tyle że nie, bo sXe)
Smoq
PS. Tytuł stąd.
Komentarze
Prześlij komentarz