Przejdź do głównej zawartości

If I had a $$$ – cz. 1


MopS pojawia się na Odbiorze co jakiś czas – do tej pory były to relacje z koncertów, czyli Kinder Party z VooDoo Club oraz NO LIMITS z Metronomu, oba w czerwcu. Od czasu dużych zmian personalnych wydali bardzo dobry singiel, a dziś porozmawiam z nimi o dalszych losach zespołu. 

MopS (fanpage tutaj) istnieje na tyle długo, by wyrobić sobie pewien wizerunek. Gdy popatrzycie po warszawskich wydarzeniach, na których grają młode zespoły, przed oczami wielokrotnie przewinie wam się ta nazwa. Zwłaszcza, jeśli klimaty będą rockowe lub metalowe. Mam w pokoju plakat z Mammut Festu z 2014 roku, na którym grali. Co prawda byłem tam wtedy z innego powodu, bo bohaterów dzisiejszego wpisu jeszcze ich nie znałem, ale półtora roku później złapałem się za głowę, gdy przypadkiem rzuciłem okiem na grafikę i ogarnąłem, co mnie ominęło.

Cóż, każdy popełnia błędy, dlatego tak późno zainteresowałem się ich ówczesną inkarnacją. Jednak i od bliskiej mi jesieni 2015 roku personalnie i muzycznie zmieniło się dużo, dlatego dziś porozmawiam z El Szycem, perkusistą grupy, oraz Czapskim, basistą. Będzie o planach, zmianach i o zapowiedzianej nowej płytce – pierwszej (!) w historii zespołu.

Wyszło całkiem długo, dlatego rozbijam na dwa razy: część pierwsza dziś, część druga już jutro. 


Czapski: Znam aplikację dla dziennikarzy, która bezpośrednio z nagrania ci sama pisze.

Smoq: No ja wiem, zamiana mowy na tekst. Bardzo wygodne, czasem gdy spisywałem wywiady, które robiłem, to myślałem że pierdolca dostanę. Wbrew pozorom mówi się tyle słów, że kiedy spisujesz wypowiedź, która trwa czterdzieści sekund, to jest jej, kurwa, tyle [gest rękami]. 

[Cz]apski: Jeszcze żeby gadać z sensem…

Dlatego się redaguje.

El [Sz]yc: Dlatego już masz trzydzieści dwie sekundy do spisania.

[śmiech]

-----

Panowie, wobec tego – zapowiedzcie się oficjalnie. Niedługo płytka, mówicie, tak?

Sz: Zgadza się. Nad płytą pracujemy już od początku wakacji, wszystkie kawałki są już nagrane, teraz już je tylko doszlifowujemy. I mamy nadzieję, że niedługo się ona ukaże.

Cz: Planujemy zrobić porządne miksy i zlecić komuś dobry master, żeby to miało odpowiednią jakość, ponieważ ktoś, kto chciałby tego słuchać, powinien ją dostać. Ale aranżacyjnie dziewięćdziesiąt dziewięć procent jest już domknięte.

Właśnie. A gdzie nagrywacie?

Cz: Materiał zarejestrowaliśmy w domu. Większość rzeczy, poza nagrywaniem perkusji. Wszystko robiliśmy po swojemu. Zajęliśmy się robieniem premiksów, teraz oddajemy te rzeczy Igorowi, naszemu zaufanemu przyjacielowi z Sunstorm Studio, żeby wyszlifował miksy, ale jesteśmy otwarci na współpracę z innymi ludźmi od masterów.

Sz: Tak, ale też biorąc pod uwagę, że materiał na płytę jest trochę zlepką – bo pojawi się na niej zarówno bonus track z naszego poprzedniego składu, który był nagrywany w inny sposób, to też się pojawi kawałek If I Had A $$$, który wydaliśmy w kwietniu, do tego kawałka perkusję nagraliśmy w naszej szkole, w Cervantesie. 

Cz: Na dwa mikrofony, takie punkowe podejście. 

Sz: Ale lwia część powstała w ten sposób, jak Bartek powiedział.

Będziecie jeszcze coś dogrywać, czy to już raczej finale i do miksu?

Cz: Możliwe, że będziemy dogrywać niektóre wersje, ale to bardziej kosmetyczne kwestie. Chociaż zastanawiam się, czy nie zaprosić naszych poprzednich gitarzystów do współpracy, żeby nagrali gitarę w jednym miejscu i przypieczętowali swój udział w tym zespole, żeby urozmaicić materiał dodatkowym brzmieniem.

A, no tak, bo z tego co wiem będzie Daro, wasz poprzedni wokalista.

Cz: Właśnie! Chcieliśmy, żeby ta płytka nie była takim totalnym odcięciem od tego, co robiliśmy, że jesteśmy całkowicie nowym zespołem. Chcieliśmy jednak zachować ten pierwiastek poprzedniego MopSa i przede wszystkim uwzględnić naszych przyjaciół, którzy przyczynili się do powstania tego brzmienia i tego, co robimy teraz.

Sz: Biorąc też pod uwagę, że Daro pojawi się na płycie jako pierwszy, to jest symbol tego przejścia. Zamykamy pewien rozdział, a potem – w dalszej części kawałka – otwieramy go poprzez CBiego, który rapuje po angielsku, gdy Daro rapował po polsku.

To jest zupełnie inny styl. Daro był z wami kilka lat. No właśnie, w którym roku w zasadzie zaczęliście? 

Sz: Zaczęliśmy grać jako MopS w 2013 roku, w lutym, wtedy powstała nasza nazwa. Przez rok graliśmy sami, bez wokalisty, od 2014 roku koncertujemy, a od jesieni 2015 grał z nami Daro, do 2017.

O to mi chodziło. Bo jednak parę lat graliście w tym określonym stylu. Nie wiem, jak wasze starsze granie, ale jednak zmiana od czasów, gdy poznałem MopSa w 2015 roku na koncercie w Hard Rock Cafe, jest dość mocna. Wiadomo, nie jest to nagle lekkie popowe pitu-pitu, ale jednak jest duża różnica między składem z wami, dwiema gitarami i określonym stylem Dara na was, Tymka, który robi swoje bity i CBiego, rapującego w zupełnie sposób. Czy już się oswoiliście z tą zmianą stylu? Jednak rola perkusisty i basisty w obecnym stylu jest inna.

Cz: To jest tak, że my zawsze chcieliśmy tak grać. Od jakiegoś 2015 roku muzyka zaczęła się zmieniać, zaczęło się zmieniać to, czego słuchamy. Byliśmy pod wielkim wpływem raperów, tego, jak oni podchodzą do muzyki, nie tylko pod względem rapowania, ale też jaki rodzaj muzyki zacznają tworzyć. Nam się to wydawało kwintesencją rocka i dążyliśmy do tego, lecz właśnie dlatego tamten MopS się skończył – ciężko było to pogodzić, nie wiedzieliśmy za bardzo, jak to uzyskać mając takie instrumentarium. Mieliśmy dwie gitary, męczyliśmy się z przesterem. Na przykład długo zastanawialiśmy się, jak osiągać moc w kawałku bez używania tego grunge’owego przesteru. Zastąpiliśmy to teraz po prostu elektroniką, czystym, surowym dźwiękiem perki i basu i oryginalnym flow CBiego. Chcieliśmy wstąpić na inny poziom, który teraz osiągnęliśmy.

Sz: Co też było taką zasadniczą różnicą: poprzedni skład MopSa cały czas dochodził. Ustaliliśmy sobie pewne brzmienie, ale nigdy nie umówiliśmy się, że to chcemy grać. To zawsze był długotrwały proces szukania, który się zmieniał z kawałka na kawałek. One były inne. Naraz coś było okej, potem było nieokej. Te koncepcje się zmieniały, a z nowym MopSem wystartowaliśmy z koncepcją, planem.

Pamiętam, że kiedy Daro odszedł, a dołączył CB, Moris i Głomski jeszcze byli, grali.

Cz: I to był moment przejściowy, gdy stwierdziliśmy, że to nie jest to. Zobaczyliśmy, jakie mamy możliwości z CB, ile on wnosi wokalnie. Potrafi śpiewać, potrafi używać autotune’a, brzmi jak zagraniczny raper. Wyniósł tę muzykę na trochę wyższy poziom, ale sama muzyka tego nie podkreślała – nie potrafiliśmy wyciągnąć tego rapu na wierzch, tylko on był bo tam był, bo zawsze zakładaliśmy, że będziemy zespołem, który ma rapera, bo lubimy rap. Tyle, że zawsze my robiliśmy swoje, a raper robił swoje. Teraz chcieliśmy czegoś bardziej spójnego.

Sz: Żeby na wszystko było miejsce. Teraz pod względem melodyjnym to trochę poszło bardziej w redukcję. Na przykład teraz kawałki są dużo krótsze, o takiej bardziej formie, hm… może nie powiedziałbym, że zwrotka-refren-zwrotka-refren, ale swego czasu byliśmy bardziej skłonni do pisania takich połamanych rzeczy, które rozciągały się do sześciu czy siedmiu minut, a teraz te kawałki stały się dużo krótsze i jest w nich więcej przestrzeni.

Cz: Mamy mniej alternatywnej przestrzeni. W tamtym MopSie możliwe było granie instrumentalne, a nie z rapem. Teraz doszliśmy do wniosku, że trzeba się zastanowić i podkreślać ten rap w robieniu muzy, a nie żeby był tylko dodatkiem.

Sz: Więc wracając do pytania, czy się dostosowaliśmy – tak, bo takie było założenie, że zaczynamy ten zespół od nowa. Zaczęliśmy, czyli ten kierunek już jest obrany, nie musieliśmy się przekonywać, oswajać się.

----------------------------------

Na tym ucinam pierwszą część, jak chamski serialowy cliffhanger. Jutro dodam drugą, dłuższą. Z niej dowiecie się o awangardzie, o tym, jak było na podwrocławskim koncercie, kim jest ich tajemniczy hypeman oraz, przede wszystkim – kiedy usłyszymy ich muzykę. Panowie powiedzieli dużo interesujących rzeczy.

Do zobaczenia jutro.
Smoq

Komentarze

Najczęściej czytane

Porządek publiczny to przecież wasza sprawa

Nie brakowało okazji, by usłyszeć o Fontaines D.C. . Dubliński skład wydał właśnie swój pierwszy longplay, poprzedzony kilkoma singlami. W zeszłym roku zagrali na katowickim Off Festivalu, oprócz tego dopisuje się ich do brexticore'u. Dziś słuchamy albumu Dogrel . Dobra, ale czym właściwie jest ten cały brexitcore? Nietrudno się domyślić po nazwie: to muzyka powstała na fali komentarzy na temat Brexitu oraz całej sytuacji społeczno-politycznej, która do niego doprowadziła. Bywa, że hasło "muzyka zaangażowana" zdaje się być naiwne, dziś rzadko kiedy się ona zdarza, a jeśli nawet – raczej bywa wyśmiewana. Przynajmniej w sytuacji naszego nadwiślańskiego kraju – gdy VooVoo lub inne trójkacore chce mi w 2019 roku przekazać cokolwiek o buncie czy obywatelskim nieposłuszeństwie, ogarnia mnie pusty śmiech. Niech wypierdalają z tymi swoimi miękkimi fotelami, w których siedzą. Sam też siedzę w ciepłym i wygodnym pokoju, ale w swoim buncie mam jeden przywilej, którego im już...

Każdy chciał mi coś doradzać, ale ja mam swój pomysł

  Cudne były wczoraj The Last Dinner Party . Widziałem je mniej więcej półtora roku temu, choć akurat nie na Inside Seaside, a za granicą, i już wtedy ich charyzma, prezencja sceniczna i radość mi się udzieliły. Tym razem jednak miały już na koncie dwie płyty, a przede wszystkim czas na pełny set, dziewiętnaście numerów, odpowiednio 11 z nowego krążka i 8 z poprzedniego. Dwie godziny grania – i to najuczciwszego z możliwych, na wiele głosów i szereg instrumentów (w tym mandolinę i keytar). Może tylko setlistę można było ułożyć nieco inaczej, żeby nie zmieniać co chwilę gitar. Ta czasówka nie wzięła się znikąd, bo Abigal jest MEGA gadatliwa, kontakt z publicznością należał do tych maksymalnie serdecznych. Na scenie pojawiły się dwie polskie fanki, które zatańczyły do This Is The Killer Speaking , w którym zresztą raz przed refrenem zamiast "good morning" padło "dzień dobry". Pojawił się transparent "welcome back queen Jadwiga" odczytany ze sceny ze zdziwien...

Underneath all the thundering there's magic

Powiem wam, że zespoły zespołami, ale ja naprawdę uwielbiam Fontaines D.C .  Odkąd usłyszałem ich surowe demówki jeszcze przed Dogrel aż do chwilowych wątpliwości w kwestii upopowienia brzmienia – jest to po prostu kawał grania z sugestywnymi tekstami. Pomaga im też świadomość ograniczeń wokalnych, mimo że ewidentnie jest coraz lepiej, to studyjnie nie ma tu żadnego wstydliwego momentu. Cały czas za to żałuję, że nie wybrałem się do cholernego Pogłosu na ich koncert na względnym początku kariery. I tak słucham sobie punkowego w duchu Big czy Too Real , stadionówek w rodzaju Bloomsday czy In The Modern World , potem dość łagodnych pioseneczek jak Jackie Down The Line albo Favourite i każda z takich szufladek zostaje szybko przełamana, na Dogrel też są uśmiechy w stronę przebojów, na Skinty Fia grube klamry w postaci In ár gCroithe go deo i Nabokova , a na Romance chociażby potężny Death Kink . Z A Hero's Death muszę się w końcu przeprosić, bo to dobry album, ale cały czas...