Przejdź do głównej zawartości

Wojna o zrozumienie


Po trzech latach sześcioosobowy skład z USA powrócił z nowym albumem. The War On Drugs znani są ze swojego indierockowego grania, o uszy mogło obić się też nazwisko Kurt Vile - brał on udział przy nagrywaniu pierwszego krążka. Czy najnowsze A Deeper Understanding sprawia, że można odpłynąć po raz kolejny?

Wcześniejsze albumy grupy zostały przyjęte bardzo ciepło. Już debiut z 2008r. (Wagonwheel Blues) dostawał głównie 8/10, podobnie było ze Slave Ambient z 2011, poprzednia płyta - Lost in the Dream z 2014r. - uplasowała się już wyżej dziewiątki, a zadebiutowała na 26. pozycji w rankingu Billboard 200.  Pytanie, czy album z sierpnia bieżącego roku powtórzy te sukcesy. Sprawdźmy to!



Zaczynamy od przyjaznego Up All Night. Otwieracz trwa prawie sześć i pół minuty, ale w żadnym stopniu się nie dłuży. Lekki podkład wpasowuje się w ucho jak ulał, od beatu głowa zaczyna sama ruszać się do rytmu, a stopa jej w tym wtóruje. Ale to jeszcze nie jest najbardziej technicznie skomplikowany track - jednak przy sześciu osobach w składzie można by się spodziewać czegoś bardziej wymagającego. Od razu jednak zwracam uwagę na gitarę, która brzęczy i drażni w porównaniu z gładką resztą. Taka też będzie niemal cały czas. Pain wita nas dużo spokojniej. Na szczególną uwagę zasługuje instrumental od około trzech i pół minuty do końca. Kurde, ale mi się podoba produkcja tutaj - każdy instrument słychać tak, jak być powinno, zupełnie nie ma na co narzekać, można się tylko mile zaskakiwać. Niby brzmi jak coś normalnego, no ale właśnie... różnie z tym bywa. Holding On bardziej przypomina Up All Night, ale to w nim znowu najbardziej kupuje mnie kompozycja, w której słychać to skomplikowanie, o którym wcześniej mówiłem. Strangest Thing widzę jako podkład muzyczny do sceny, w której ktoś wraca do domu z bardzo daleka, jest już wieczór, zachód słońca. Po przesłuchaniu dla upewnienia szukam tekstu - w sumie byłem bardzo blisko. 



Refleksyjne Knocked Down kojarzy mi się z Funeral Maka Millera. Ten klimat. Następne po nim jest Nothing To Find, najszybszy utwór na krążku. Brzmi jak odzyskanie nadziei po poprzednich, dużo spokojniejszych kawałkach, choć tekst nie do końca pasuje do tej interpretacji.  Thinking Of A Place ponownie wycisza, opowiada o poszukiwaniu siebie, o przygodzie. Moim zdaniem trwające półtorej minuty solo na gitarze jest świetne, bo nie czuję tego, co zwykle w takiej chwili - że muzyk chce się popisać. Tu nie ma progrockowych zachwytów nad techniką, tu jest po prostu gra. Trzeba tylko zauważyć jedno - ten track trwa jedenaście minut. 

Ostatnie dwadzieścia minut zajmują In Chains, Clean Living i You Don't Have To Go - i stanowią bardzo dobre podsumowanie wcześniejszych czterdziestu sześciu. Mamy dynamikę, mamy tę refleksyjność. A, tak, płyta trwa godzinę i sześć minut - dość długo, ale naprawdę, nie nudzi się. Świetnie się jej słucha, zdecydowanie przedłużyła ciąg sukcesów The War On Drugs. Leciała w moich słuchawkach w domu, leciała też kilka razy z rzędu na spacerze - i była idealna zarówno, gdy się na niej nie skupiałem (krótko mówiąc: nie zawracała dupy), jak i wtedy, gdy chciałem przesłuchać ją jak najbardziej uważnie.

Gorąco polecam każdemu, kto nie chce się wynudzić, a jednocześnie nie jest fanem ostrej, głośnej muzyki. Nawet, gdybym chciał dopasować do tego krążka porę roku - pasuje każda. Tak, jak pora dnia. Albo każda z codziennych okoliczności. A Deeper Understanding jest zwyczajnie wspaniała.


  • Muzyka: 9/10
  • Wokal: 9/10
  • Teksty: 9/10
  • Produkcja: 10/10
  • Total: ~9,3/10


Smoq

Komentarze

Najczęściej czytane

Imithe le fada

  Sezon letni obfituje w przeróżne imprezy, ale król jest tylko jeden. Parę słów o OFF Festivalu 2025  musiało się tutaj pojawić. Tym bardziej, że zapowiadało się na najmocniejszą edycję od lat. Czy te oczekiwania zostały spełnione? Czy na Scenie Eksperymentalnej przydałyby się kamizelki ratunkowe? Czy pod sceną główną powstała zapowiadana piramida z ludzi? O tym poniżej.   Zawsze śledzę OFFowe ogłoszenia ze sporą ekscytacją, ale przyznam, że tęskniłem za znaną formułą, czyli radiowym spotkaniem na żywo z Arturem Rojkiem i stopniowym odsłanianiem lineupu. Za każdym razem jest to też porcja parskania śmiechem, bo on ewidentnie specjalnie tak podprowadza artystów, by do samego końca nie było w pełni jasne, o kogo chodzi, a te wszystkie omówienia są dość zabawne, w tym dobrym, sympatycznym sensie.  Tak czy inaczej: już pierwsze wieści były grube. Fontaines D.C., Snow Strippers, Geordie Greep. Osobiście jarałem się tylko na dublińczyków, ale to po prostu obiektywnie są d...

Would you fight for my love?

Trasa promująca średni Boarding House Reach   trwa w najlepsze. Poszedłem na jej warszawski odcinek, żeby sprawdzić, czy na żywo będzie lepiej niż w studio. Czy było, czy się nie zawiodłem? O tym poniżej. Tym razem mamy mały problem. Jacka White'a uwielbiam, odkąd pamiętam, a pierwsze wspomnienie z nim to Elephant  White Stripes, czyli rok 2004. Gdy kilka lat później duet się rozpadł, słuchałem i The Raconteurs, i The Dead Weather, ale nie zapałałem specjalną miłością. Solowy album Blunderbass  dał nadzieję na pewną nową jakość. Następne Lazaretto ją rozwinęło. W tym roku wyszła jednak płyta Boarding House Reach , której bliżej raczej do Boring House Reach .  Lubię, gdy artyści eksperymentują. To jednak też trzeba robić dobrze, a nie nawalić glitchowania i zmian rytmu, przeplatając je totalnie już ogranymi, znanymi chwytami. I jeszcze to pieprzone rapowanie. Było mi przykro, ale w marcu musiałem wystawić jedną z najniższych w niedługiej histori...

Wake up, Mr. West

Chyba jest już tradycją, że każdemu nowemu wydaniu self-titled geniusza i zbawcy świata towarzyszy nakręcona przez niego medialna burza. Chociaż jeśli szum wokół The Life of Pablo nazwać burzą, to teraz byliśmy świadkami huraganu. I oto jest Ye. Ale czy Westowi znów udało się wyjść z całego tego zamętu obronną ręką? Pomijając konflikt z Taylor Swift, rzeczy towarzyszące premierze ostatniego albumu Kanyego Westa w 2016 były z dzisiejszej perspektywy nad wyraz lajtowe. Nikt już nie pamięta tego całego burdelu. Teraz może być inaczej. Słowa poparcia dla obecnego prezydenta USA i innych, jeszcze skrajniej prawicowych postaci, które Yeezy ostatnimi czasy wyrażał, były tylko początkiem. Potem mamy wywiad w TMZ, w trakcie którego muzyk powstał i zaczął przemawiać do całej redakcji, a także rzucił stwierdzeniem że "niewolnictwo było wyborem". Gdy ludzie oczekiwali wyjaśnień, na singlu Lift yourself Kanye odpowiedział im tak: Poopy-di scoop Scoop-diddy-whoop Whoop-d...